Brytyjscy lekarze przeciwni przymusowi szczepień

2019-09-11 [Wyborcza.pl]

Strona główna > Aktualności > Brytyjscy lekarze przeciwni przymusowi szczepień

Brytyjski resort zdrowia rozważa obowiązek przedstawiania zaświadczenia o szczepieniu dziecka w szkole. Lekarze są przeciwni tej formie przymusu.

„Brytyjskie szkoły muszą sprawdzać, czy wszyscy uczęszczający do nich uczniowie zostali zaszczepieni. To żadna nowość – są przecież kraje, w których takie zaświadczenia od dawna są wymagane. Także w Wielkiej Brytanii moglibyśmy wprowadzić wymóg przedstawiania w szkołach zaświadczenia o szczepieniu, pozwalając jednocześnie na wyjątki z przyczyn medycznych czy dla osób, którym nie pozwala na to sumienie” – przekonuje w liście do ministra zdrowia Matta Hancocka i szefa resortu edukacji Gavina Williamsona grupa prominentnych lekarzy, wśród których jest były doradca rządu w kwestiach zdrowia publicznego i szefowie komisji rozdzielających fundusze na ochronę zdrowia w brytyjskiej stolicy. Do kopii ich apelu dotarli dziennikarze „Guardiana”.

Powody do niepokoju

Podpisani pod listem lekarze i eksperci dowodzą, że żadna brytyjska podstawówka nie powinna przyjmować uczniów, którym nie podano wymaganych dwóch dawek szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce. Przekonują, że wprowadzenie takiego wymogu pozwoli zawalczyć z niebezpiecznym „brakiem świadomości zagrożeń” powszechnym – ich zdaniem – wśród rodziców, którzy nie szczepią dzieci. Autorzy apelu przypominają, że nie byłby to pierwszy raz, kiedy Brytyjczyków zmusza się do szczepienia swoich. „W naszej historii istnieje precedens – obowiązkowe szczepienia przeciwko czarnej ospie dla wszystkich dzieci urodzonych po 1853 r.” – przypominają.

Niewykluczone, że najnowszy apel padnie na podatny grunt. Minister Hancock, kiedy mówi o antyszczepionkowcach, nie przebiera w słowach. „Ci ludzie mają krew na rękach” – oznajmił niedawno, po czym przyznał, że nie wyklucza wprowadzenia wymogu przedstawiania zaświadczeń o szczepieniach we wszystkich podstawówkach. „Myślę, że musimy rozważyć wszystkie opcje. Nie chciałem sięgać po przymusowe szczepienia, ale dziś nie możemy niczego wykluczyć” – stwierdził.

Z przytaczanych przez „Guardiana” statystyk wynika, że coraz mniej brytyjskich dzieci otrzymuje dwie dawki szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce. W ciągu ostatnich kilku lat liczba zaszczepionych pięciolatków spadła do 87 proc. Lekarze przyznają, że efekty już widać – rośnie liczba zachorowań na odrę i świnkę. 

Lekarze: przymus nic nie da

Organizacje medyczne ostrzegają, że odebranie rodzicom prawa wyboru zmniejszy ich zaufanie do lekarzy, a tych niechętnych szczepionkom zmusi do pozostawienia dzieci w edukacji domowej. „Jako lekarze rodzinni mamy z naszymi pacjentami pewną relację opartą na zaufaniu i zrozumieniu. Jeśli chcemy ją utrzymać, musimy pozwalać ludziom podejmować własne decyzje. Oczywiście, że chcemy, by jak najwięcej osób szczepiło dzieci, jednak musi to być wybór oparty na rzetelnej informacji. Nie da się tego przyspieszyć narzucaniem przymusowych rozwiązań, bo skutki mogą być zupełnie nieoczekiwane” – tłumaczy cytowana w „Guardianie” prof. Helen Stokes-Lampard, szefowa Królewskiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Wtóruje jej Helen Bedford, rzeczniczka Królewskiego Kolegium Pediatrów. „Przymus to ostatni środek, po który możemy sięgać – i to dopiero wówczas, kiedy wyczerpiemy wszystkie inne. Oczywiście, że wprowadzenie wymogu zaświadczeń to automatyczna, odruchowa reakcja, ale przecież nie mamy nawet dowodów na to, że taka metoda w ogóle działa. Nie możemy wykluczyć, że rodzice, którzy są zdecydowani, by nie szczepić dzieci, zdecydują się na edukację domową” – przekonuje.

Na razie nie wiadomo, kogo posłucha minister, a resort wydał w tej sprawie lakoniczne oświadczenie. „Jeśli chodzi o program szczepień, jesteśmy w światowej czołówce, a w przypadku większości szczepionek dla dzieci szczepionych jest ok. 90 proc. z nich, wliczając szczepionkę przeciwko odrze, śwince i różyczce. Jesteśmy zdecydowani dalej zwiększać ten odsetek i zamierzamy wdrożyć nową strategię szczepień, która połączy wysiłki całego systemu zdrowia” – czytamy.

Bezwzględna tylko Australia 

Podobne dyskusje toczą się dziś w wielu krajach, w niektórych brane są pod uwagę jeszcze bardziej drastyczne rozwiązania. Izraelczycy rozważają wprowadzenie zakazu wstępu także do przedszkoli, a nawet na uniwersytety, a rodzicom, którzy odmawiają szczepienia dzieci, państwo chce cofnąć świadczenia i ulgi podatkowe. Także Amerykanie od lat próbują zmusić obywateli do szczepienia najmłodszych zakazami wstępu nieszczepionych do szkół. Jednak – choć teoretycznie stosowne zaświadczenie jest w podstawówkach wymagane – faktycznie większość stanów przymyka oko, kiedy rodzice tłumaczą się mocno niejasnymi względami „religijnymi” albo „filozoficznymi”. Najbardziej zdecydowanie podchodzi się do tej kwestii w Australii. We wszystkich przedszkolach obowiązuje tam zasada: „no jab, no play" („bez ukłucia nie ma zabawy"), a nieprzestrzegające jej placówki płacą duże grzywny. (Wyborcza.pl)